worowski (worowski) wrote,
worowski
worowski

Aleksander Puszkin. Bajka o popie i jego parobku Jołopie. (tł. Julian Tuwim)

Aleksander Puszkin
BAJKA O POPIE I JEGO PAROBKU JOŁOPIE

Był raz pop,
Głupi jak czop.
Chodził pop po jarmarku,
Kupiłby jakiego towarku.
Rozgląda się wokoło,
Patrzy — idzie Jołop,
Idzie przed siebie,
A dokąd — sam nie wie.
„Wczesny ptak z dobrodzieja. Czego szukasz?”
Pop mówi: „Potrzebny mi parobek: kucharz
I żeby jednocześnie
Był za koniucha i cieślę,
A gdzie znaleźć takiego
Robotnika niezbyt drogiego?”
Mówi Jołop: „Będę ja ci służył pilnie,
Gorliwie i bardzo usilnie,
Rocznie za trzy prztyczki w twój czub,
A jeść będę sam warzony bób.”
Zaczął pop medytować,
W głowę się skrobać,
Bo to trzeba odróżniać prztyk od prztyka... 
Ale co tam! Ryzyka-fizyka. 
Mówi pop do Jołopa: „Zgoda. 
Obydwu nam będzie wygoda.
[535]
Pomieszkaj ty w moim obejściu trochę,
Pokaż swoją ochotę i robotę.”
Mieszka Jołop u popa, wiedzie mu się przednio,
Śpi na słomie, je za czterech, robi za siedmiu.
Jeszcze ciemno na dworze,
A Jołop już zaprzęgnie, zaorze,
W piecu napali, narychtuje wszystko, zakupi,
Jajeczko upiecze i sam obłupi.
Popadia się nachwalić nie może parobka,
Popówna tęsknym oczkiem zerka na Jołopka,
Popiątko mówi mu: tatku, cacy!
On kaszą chłoptasia karmi, niańczy go po pracy.
Tylko pop Jołopa nie lubi,
Nigdy go nie przyhołubi,
zapłacie myśli często-częściutko, 
Czas ucieka, termin blisko-bliziutko. 
Nie je pop, nie pije, drzemki nie ucina, 
Już zawczasu mu trzeszczy łepetyna. 
Idzie pop do popadii, powiada:
„Tak to i tak. Co nam robić wypada?” 
Babski rozum, wiadomo, sprytniejszy, 
Na chytrości rozmaite wymyślniejszy. 
„Znam ja sposób — powiada popadia — 
Żeby od nas ta nieprzyjemność odpadła. 
Zadaj ty mu robotę niemożebną, 
A żądaj, żeby ją wypełnił na pewno. 
Tym sposobem od rozprawy głowę zbawisz
I Jołopa bez zapłaty odprawisz.”
Poczuł się pop weselej,
Na Jołopa zaczął patrzeć śmielej.
Jak nie krzyknie: „Chodź tu, głupi chłopie,
Mój parobku wierny, Jołopie!
Słuchaj: mam umowę z diabłami,
[536]
Że mi będą myto płacić do mojej śmierci samej,
Dobry dochód, nie trzeba lepszego,
Ale od trzech lat nie płacą grosza złamanego.
Jak się najesz swojego bobu,
Ściągnij mi z diabłów całkowity niedobór.”
Jołop nic nie odpowiedział,
Poszedł nad morze, na brzegu siedział.
Zaczął tam kręcić postroniec
I w morzu moczyć drugi koniec.
Wylazł z morza stary Bies:
„Czego tu, Jołopie, chcesz?”
„Chcę tutaj morze postronkiem marszczyć
I was, plemię przeklęte, martwić.”
Stary Bies pomarkotniał naraz:
„Za co, powiedz, taka niełaska na nas?”
„Jakże za co? Nie wpłacacie daniny,
Przepuściliście, sobaki, trzy terminy.
Ale zaraz będzie inna zabawa:
Wielkie przeciwieństwo idzie na was.”
„Jołopciu, nie marszcz morza, miej litość,
Zapłacimy tobie pełną należytość.
Czekaj, wyślę do ciebie wnuka.”
Jołop myśli: „Tego zwieść nie sztuka.”
Wypłynęło przysłane biesiątko,
Zamiauczało jak głodne kociątko:
„Witaj, chłopku Jołopku, witaj,
Jakiego ci trzeba myta?
Nic o mycie nie słyszeliśmy dotąd,
Ominął nas, czartów, ten kłopot.
Ale weźmy tak: bez namowy,
Tylko z naszej wzajemnej umowy,
Żeby już na przyszłość był spokój:
Kto wpierw morze obiegnie wokół,
[537]
Ten pełne myto zarobi,
A tymczasem się tam worek przysposobi.”
Zaśmiał się na to Jołop szydersko:
„Także coś wymyśliłeś! Niepodobieństwo!
Jakże tobie się mierzyć galopem
Ze mną, z samym Jołopem?
A to ci mi posłali chwata!
Poczekaj na mojego młodszego brata.”
Jołop zaraz do lasku się przeszedł,
Złapał dwa zajączki — i w mieszek.
Znowu nad morze przychodzi,
A biesiątko tam sobie chodzi.
Jołop za uszy trzyma jednego zajączka:
„Tak teraz tańcuj, jak ja ci pobrzdąkam.
Ty, biesiątko, jeszcześ dzieciątko,
Ze mną mierzyć się niemogątko,
Byłaby to tylko czasu strata,
Przegoń najpierw mojego brata.
Raz, dwa, trzy! Prędzej!!”
Już biesiątko za zajączkiem pędzi.
Biesiątko brzegiem morza po piasku,
A zajączek do domu, do lasku.
Aż tu, morze dokoła obiegłszy,
Przyleciało biesiątko, nosem wietrzy,
Całe mokrzuteńkie, ledwo dyszy,
Łapką się wyciera, a język wisi.
„Dobra jest! — myśli — zgnębiłem głuptaska”,
Ale patrzy — a głuptasek braciszka głaska
Przygadując: „Braciszku mój, serdeńko,
Zmęczyłeś się, biedaczku, odpocznij maleńko.”
Biesiątko posmutniało,
Ogon skuliło, całkiem spotulniało,
Patrzy na braciszka z ukosa.
[538]
„Czekaj — mówi — pójdę, myto przyniosę.”
Poszedł do dziadka. Mówi: „Źle!
Młodszy Jołop przegonił mnie!”
Stary Bies zadumał się zaraz,
A Jołop w taki wrzask, hałas,
Że się całe morze zakłębiło,
Rozruchało się, falami biło.
Wylazł wnuczek: „Dałbyś pokój, miej litość,
Przyślemy tobie całą należytość,
Ale słuchaj, kmiotku: oto pałka dębowa,
Wyznacz cel, jaki się tobie podoba:
Kto tę palkę dalej rzuci,
Ten z pełnym mytem do domu wróci.
Co? Boisz się o rączki delikatne?
Na co czekasz?” „Czekam na chmurkę, o — na tę!
Trafię ją tym patykiem
I zacznę z wami, diabłami, bijatykę.”
Zlękło się biesiątko — i do dziada,
O Jołopiej przewadze opowiada.
A Jołop znowu wrzeszczy nad morzem
I diabłom grozi powrozem.
Znów biesiątko wylazło: „I na co ci to?
Chcesz? Damy tobie pełne myto.”
„Nie — mówi Jołop —
Odwróciło się koło:
Sam teraz warunki przedkładam
I tobie, wciornaski, robotę zadam,
Zobaczymy, jaka twoja siła:
Widzisz — tam — siwa kobyła.
Ty tę kobyłę podźwig
I ponieś z pół wiorsty choćby.
Poniesiesz kobyłę — myto już twoje,
A nie poniesiesz kobyły — ono, znaczy się, moje.”
[539]
Bies — szast!
Pod kobyłę wlazł,
Natężył się, biedaczek,
Naprężył się, nieboraczek,
Dźwignął kobyłę, dwa kroki stąpnął,
Na trzecim upadł, nóżki wyciągnął.
A Jołop mówi: „Gdzieś tam, durny biesie, wlazł,
Żeby znaleźć nas?
Nawet rękami nie potrafiłeś,
A ja, popatrz, nogami poniosę kobyłę.”
Skoczył na nią Jołopek aż miło,
Wiorstę tak przecwałował, że się kurzyło.
Zlękło się biesiątko — i do dziada,
O takowym zwycięstwie opowiada.
Nie ma co — zebrali czarci wszystkie myta,
Niesie Jołop worek na plecach, zębami zgrzyta.
Zobaczył go pop — skoczył za popadię,
Łydki mu się trzęsą, ledwo ze strachu nie upadnie.
Tam go Jołop dopadł,
Oddał myto, zapłaty żąda od popa.
Biedny pop,
Głupi jak czop,
Czuba nadstawił,
A Jołop mu trzy prztyczki sprawił: 
Od pierwszego
Skoczył pop do sufitu samego, 
Od drugiego
Zapomniał języka rodzonego, 
A od trzeciego
Powypadały klepki ze łba starego.
A Jołop przygadywał: „Niech cię Bóg kocha!
Nie węszyłbyś, popie, gdzie taniocha.”
[540]
OBJAŚNIENIA TŁUMACZA
[...]
BAJKA O POPIE I JEGO PAROBKU JOŁOPIE
Napisał ją Puszkin w stylu tzw. „rajesznych stichow”, celowo prymitywnymi środkami artystycznymi, arytmicznie, „antymetrycznie”, jeżeli się tak można wyrazić. Tylko rymy świadczą o przynależności tej czarującej gadaniny do rodzaju wierszopisarskiego, ale i one tu i ówdzie są świadomie częstochowskie.
[...]
[550]
PRZYPISY
[...]
BAJKA O POPIE I JEGO PAROBKU JOŁOPIE
Przekład powstał w Aninie 26 VIII — 2 IX 1949 r. Pierwodruk opatrzony komentarzem „od tłumacza”: „Odrodzenie” 1949, nr 40. W osobnym wydaniu przekład ukazał się w 1950 r. z ilustr. A. Uniechowskiego („Nasza Księgarnia", s. 28 nlb. 4). 
[...]
[574]
Puszkin A. Bajka o popie i jego parobku Jołopie // Tuwim J. Dzieła, tom 4, ks. 1., Warszawa: Czytelnik, 1959. — s. 535–540. 
[Александр Пушкин. Сказка о попе и его работнике Балде. Перевод на польский язык — Юлиан Тувим]
Tags: język polski, tuwim, поэзия
Subscribe

  • Post a new comment

    Error

    default userpic

    Your reply will be screened

    Your IP address will be recorded 

    When you submit the form an invisible reCAPTCHA check will be performed.
    You must follow the Privacy Policy and Google Terms of use.
  • 1 comment